Któż z nas nigdy nie został przyłapany na kompulsywnym, późnonocnym oglądaniu seriali? Sama przyznaję, że zdarzyło mi się to niejednokrotnie.
W angielskiej kulturze popularnej taka forma relaksu nazywa się binge-watching i oznacza mniej więcej oglądanie kilku odcinków ulubionego serialu ciągiem. Określenie to zostało rzekomo po raz pierwszy użyte w latach 90-tych w kontekście produkcji „Z Archiwum X” (org. X-Files).
Co ma wspólnego binge-watching z nauką języka angielskiego? Odpowiedź jest prosta: seriale to świetny sposób na oswajanie się z angielskim w jego prawie naturalnym środowisku. To taki substytut obcowania z osobami anglojęzycznymi. To także niekończące się, wieloodcinkowe ćwiczenie z listeningu.
Nauka angielskiego przez seriale to klasyczne połączenie przyjemnego z pożytecznym — pod warunkiem, że robimy to świadomie.
Poniżej kilka propozycji seriali anglojęzycznych, będących świetnym uzupełnieniem kursu z „żywym” nauczycielem. Jeśli czujesz się pewnie na językowym poziomie B1-B2, a jednocześnie wiesz, że nie jest on szczytem Twoich lingwistycznych ambicji, każdy z poniższych seriali może być małym przełomem w nauce języka angielskiego.
Pamiętaj jedynie: ta „metoda” wymaga wyłączenia w ustawieniach serialu polskiego lektora/dubbingu. Zatem polish subtitles on i do dzieła!
1. „Przyjaciele” (org. Friends) – ulubiony serial komediowy pokolenia 40-latków. Sitcom wciągający jak jedzenie żelków, angażujący przy tym emocjonalnie, co bardzo pomaga w nauce. Pozycja obowiązkowa dla amatorów angielskiego niezbędnego w codziennych, nieformalnych konwersacjach. Aktorzy mają świetną dykcję, mówią powoli, unikając slangowego i środowiskowego słownictwa. Propozycja zatem jest idealna również dla poziomu B1.
2. „Kroniki Seinfelda” (org. Seinfeld) – protoplasta „Przyjaciół”, popularny jednak głównie w USA w latach 90-tych. Podobnie jak w przypadku poprzedniej propozycji sitcom śledzi losy kilku przyjaciół – mieszkańców Nowego Jorku. Językowo jest tu nieco bardziej wymagająco. Aktorzy mówią szybciej, co z drugiej strony brzmi bardzo naturalnie. Dialogi są pełne idiomów i kolokwializmów – czuć atmosferę, którą oddychają ówcześni mieszkańcy Big Apple. Serial dla adeptów angielskiego z solidnymi podstawami i z mocną motywacją, by płynnie mówić po angielsku.
3. „Pohamuj entuzjazm” (org. Curb Your Enthusiasm) – bardzo niepoprawny politycznie serial komediowy producenta „Kronik Seinfelda” Larry’ego Davida. Larry gra w nim samego siebie, nieco podkoloryzowując swoje codzienne zmagania z absurdami życia w Los Angeles. Dialogi w serialu w wielu przypadkach są improwizowane, przez co bardzo zyskują na autentyczności. Podobnie jak w przypadku „Seinfelda” tempo konwersacji jest szybkie, pełne językowego humoru. Larry posługuje się typowymi dla siebie, powracającymi jak bumerang prawie w każdym odcinku frazami. Po obejrzeniu całego serialu zabarwione sarkazmem wyrażenie pretty, pretty good uznamy z pewnością za swoje własne.
4. „Statyści” (org. Extras) – 3 poprzednie propozycje był produkcjami made in USA. „Statyści” natomiast są do bólu brytyjscy. Serial komediowy Ricky’ego Gervais, autora bardzo popularnego The Office, to perypetie bezrobotnego aktora, posiłkującego się statystowaniem w przeróżnych produkcjach. Mamy tu do czynienia z angielskim w różnych jego odmianach: klasycznym RP (Received Pronunciation) czyli literackim angielskim, tym z akcentem londyńskim lub takim z północy Anglii, a także… z jego odmianą amerykańską (gościnnie grają tu samych siebie także gwiazdy Hollywood – pojawiają się jako tzw. cameo). Specyficzny brytyjski humor, rozpisany na krótkie scenki bardzo pomaga w nauce angielskiego. Dialogi są naturalne, pełne żywego, autentycznego języka. Jako leitmotif serialu rządzi fraza Are you having a laugh?:
5. „Dobre rady Johna Wilsona” (org. How to with John Wilson) – na koniec jeszcze jedna, nieco niszowa amerykańska propozycja, wyprodukowana w formie komediowego eseju dokumentalnego. Prezentuje przemyślenia tytułowego bohatera, filmującego absurdy egzystencji w Nowym Jorku i okolicach. Humor jest dość specyficzny, narracja nieśpieszna. Właśnie to powolne tempo stanowi wielki atut jako uzupełnienie kursu języka angielskiego. Narrator z offu mówi wolno, wyraźnie, posługując się licznymi pauzami dla uzyskania efektu głębszej refleksji o życiu i o sobie samym. Z drugiej strony użyte słownictwo często dotyczy prozaicznych i banalnych codziennych czynności. John zawsze rozmawia ze zwykłymi Amerykanami. Mamy zatem do czynienia z real life English.
Życzę miłego oglądania i owocnego listeningu. Nauka angielskiego przez seriale naprawdę działa. Zapraszam na lekcje na warszawskim Gocławiu. Chętnie porozmawiam na temat powyższych tytułów. A może zachęcisz mnie do obejrzenia swoich ulubionych seriali?
